|
|
Strona główna
Dziennikarz
Muzyk
Nagrania
Wydarzenia
Księga
Kontakt
Kazimierz Dolny
|
Muzyk, autor i kompozytor z kręgu piosenki literackiej, folkowej i poetyckiej, a także dziennikarz
(ukończył Wydział Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim). Opublikował kilkaset artykułów, wywiadów i recenzji
z dziedziny kina i muzyki (m.in. CINEMA, FILM, KINO) oraz dwie książki. Jego "Bruce Lee i inni. Leksykon filmów wschodnich sztuk walki" stał się
bestsellerem i miał już trzy wydania.
Początki muzykowania Sławomira Zygmunta, to lata 80-te, kiedy aktywnie uczestniczył
w działalności warszawskiego klubu "Hybrydy". Przez kilka lat był kierownikiem artystycznym
Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Autorskiej - OPPA, organizowanego wówczas w "Hybrydach".
Tamże w latach osiemdziesiątych stworzył spektakl złożony z wierszy Edwarda Stachury
z własną muzyką pt. "Sted: opowieść-wiatr", wystawiany w Teatrze "Stara Prochownia".
Poza koncertami indywidualnymi występował w kabaretach "Nowy Świat", "Szerszeń" i "Warsztat".
Popularyzator azjatyckiego kina. Od kilku lat ćwiczy tai chi chuan. Wielokrotnie nagrywał dla
radia, występował w telewizji. Jest członkiem Związku Polskich Autorów i Kompozytorów ZAKR
i Stowarzyszenia Autorów ZAIKS. Po kilkuletniej przerwie powrócił na scenę w 2002 roku
promując swój album pt. "16 x Edward Stachura".
30 kwietnia 2007 ukazała się kolejna płyta Sławomira Zygmunta, "Kiedy idę ulicą",
która zawiera 16 piosenek, m.in. słynną już "Balladę o Kazimierzu Dolnym",
"Bluesa o panienkach z ulicy Poznańskiej", "Małą zakochaną Chinkę".
Występując przy akompaniamencie gitary i harmonijki ustnej Sławomir Zygmunt
tworzy niepowtarzalny klimat, który sprawia, że - parafrazując tytuł jednego
z utworów - "tych piosenek nie chce się przestać słuchać".
CZERNIAKÓW
A teraz mniej oficjalnie - od siebie. Urodziłem się 1 marca 1959 roku w Warszawie, w samym centrum Czerniakowa, na tak zwanym "dole" ("dół" to Czerniaków i Powiśle, położone niżej niż Śródmieście).
Na tym słynnym Czerniakowie, opiewanym w pieśniach i książkach Stanisława Grzesiuka.
Budynek, w którym mieszkałem (zdjęcie z lewej strony) miał adres Czerniakowska 64 i był połączony drewnianą bramą oraz znajdującym się nad nią trzypiętro- wym łącznikiem z drugim domem, który miał adres - ulica Łączna 7. Oba budynki tworzyły w swym kształcie literę L.
Podczas budowy Wisłostrady i poszerzania Czerniakowskiej budynek Czerniakowska 64 został rozebrany.
Obecnie (patrz na zdjęcia) pozostała część budynku mająca kiedyś adres Łączna 7. Dzisiaj ten budynek ma adres Czerniakowska 44.
Po przekątnej od naszego domu, po drugiej stronie Czerniakowskiej, znajdowała słynna knajpa "Sielanka" (znana m.in. z opowiadań Marka Nowakowskiego i piosenki "Dziś w Sielance jest zabawa"), później przemianowana na "Karczmę Słupską".
Dlaczego akurat na Słupską? Tego nikt nie wie. Można się tylko domyślać, że ówczesnym decydentom Warszawy "Sielanka" źle się kojarzyła z "szemranym" Czerniakowem. I nie chcieli mieć przy reprezentacyjnej trasie szybkiego ruchu (Wisłostrada) takiej knajpy. Ale przecież jeśli już tak bardzo chcieli zmienić nazwę lokalu, to mogli zmienić np. na "Karczmę Czerniakowską".
Mieszkaliśmy na pierwszym piętrze. Pod naszym balkonem był przystanek tramwajowy, bo kiedyś Czerniakowską jeździły tramwaje.
W mojej rodzinie bardzo głęboko kultywowana była historia starej Warszawy, Czerniakowa, Powiśla, apaszów, ale także Powstania Warszawskiego, w którym zginął mój wujek.

Na trzech górnych zdjęciach widać: moją mamę stojącą na balkonie; mamę patrzącą przez okno; tatę (siedzi w środku), mojego ojca chrzestnego (stoi) i wujka. Na zdjęciu poniżej, z lewej strony,
widać: mamę, tatę i mnie (to ten chłopczyk pokazujący coś ręką).
W niewielkiej odległości za naszym domem znajdowała się baza samochodowa (żywcem wyjęta z opowiadania Marka Hłaski "Baza Sokołowska"), dalej były ogródki działkowe oraz łąki. Przy domu stała kuźnia, która z czasem zaczęła pełnić funkcję warsztatu ślusarskiego i samochodowego.
Właścicielem kuźni był sympatyczny facet, kolejny Stanisław z Czerniakowa. Muszę powiedzieć, że magia imienia Stanisław (Stasiek) była wielka w tamych czasach. Mój dziadek nazywał się Stanisław, mój ojciec - też Stanisław, Grzesiuk, wiadomo - Stanisław, i Wielanek, następca Grzesiuka, twórca Kapeli Czerniakowskiej, znakomity wykonawca niezliczonej ilości piosenek starej Warszawy - także Stanisław.
Zresztą, cała moja rodzina (i od strony taty, i od strony mamy) pochodzi z Czerniakowa.
Na zdjęciu z lewej strony widać moją mamę. Zdjęcie zrobiono 20 października 1946 roku! Na zdjęciu z prawej: moi rodzice na spacerze w parku łazienkowskim. Moi dziadkowie (rodzice taty) początkowo mieszkali na Siekierkach (przy ulicy Bluszczańskiej), potem zamieszkali w domu przy ulicy Podchorążych 26.
Na zdjęciu z lewej
strony widać bramę, którą wchodzi się z ulicy Podchorążych na podwórko posesji nr 26.
W sąsiednim budynku (wejście od ulicy Hołówki
- patrz zdjęcie poniżej, z lewej strony) mieszkał i tworzył w latach 1936 - 1944, genialny poeta, Krzysztof Kamil Baczyński.
Upamiętniającą go tablicę odsłonięto 4 sierpnia 1991 roku, w 47. rocznicę jego śmierci. Baczyński zginął walcząc w Powstaniu Warszawskim 4 sierpnia 1944 roku.
Na zdjęciu z lewej strony widok domu Baczyńskiego od strony ulicy Podchorążych. Na drugim piętrze, trzeci balkon od lewej - znajdowało się mieszkanie Barbary i Krzysztofa Baczyńskich.
Dlaczego piszę tyle o Baczyńskim? Baczyński był bohaterem mojego dzieciństwa. W moim domu sporo mówiło się o Powstaniu Warszawskim, o pokoleniu Kolumbów, o Baczyńskim, o jego śmierci. Baczyńskiego wierszami zachwyciłem się od razu, gdy je pierwszy raz przeczytałem. Od śpiewania jego wierszy zaczynałem swoją muzyczną przygodę. Dziadkowie mieszkali z nim po sąsiedzku. Potem mieszkałem na ulicy Wiktorskiej, gdzie Baczyński też mieszkał, w latach 1933-36.
A później wróciłem na Czerniaków, chociaż ówcześni włodarze Warszawy nazwali nowo powstałe osiedle między ulicami Dolną, Sobieskiego, a stadionem Warszawianka - Dolnym Mokotowem. W odróżnieniu od Górnego Mokotowa.
Znów chodziło o zatarcie złego skojarzenia z legendarnym Czerniakowym. Prawda jest jednak taka, że nie ma czegoś takiego jak Dolny i Górny Mokotów. To wymysł urzędników. Jest Mokotów, tak jak jest Czerniaków, Powiśle, Żoliborz itd. Chociaż teraz specjaliści od nieruchomości wymyślają jeszcze lepsze podziały, nie tylko na Górny i Dolny Mokotów, ale także na Stary i Nowy Mokotów.
Tak więc, przyszło mi dorastać na osiedlu między ulicami Dolną i Sobieskiego, a stadionem Warszawianka.
Stamtąd miałem wszędzie blisko: i do dziadków na Podchorążych, i do ukochanego parku łazienkowskiego, i do Pałacyku
Szustra (w Parku Morskie Oko), gdzie uczęszczałem na lekcje gitary klasycznej, i do ulubionego kina "Czajka" (róg Czerniakowskiej i Chełmskiej).
PLAC
Lennon z McCartney'em mieli swoje "strawberry fields forever", ja też miałem w młodości takie miejsce. To był plac, wciśnięty między przylegającą do ulicy Piaseczyńskiej kamienicę, a sąsiadującą przez płot jednostkę wojskową spory kawałek trawnika. W założeniu plac zabaw dla dzieci, z piaskownicą, karuzelą, ławkami, ale spotykała się tam młodzież. To tam paliło się pierwsze papierosy, piło się pierwsze tanie winko, całowało się po raz pierwszy z dziewczyną. Tam graliśmy również w bridge'a (to niesamowite, ale moje pokolenie świetnie grało w bridge'a) i w piłkę nożną, ganiając między huśtawką, karuzelą i piaskownicą. Zdarzało się, że piłka wpadała na teren jednostki wojskowej. Wtedy wołaliśmy: "Panie wojskowy, panie wojskowy, bądź pan człowiekiem i podaj pan piłkę".
Wartownik rozglądał się czy nie widzi go jakiś kapral, potem szybko podchodził do piłki i ogromnym, brązowym butem kopał ją z całej siły; piłka przelatywała nad placem i wpadała... na teren gazowni.
W budynkach przy placu mieszkali moi przyjaciele: Andrzej Witczak (Wicek), Jacek Kott, Wojtek Olański, Piotrek Wasylewski (Wasyl), Iwona Z., Gośka B., Gośka S., Gienio M., Wiesiek M. To z nimi najczęściej spotykałem się na placu. Z rodziną Witczaków bardzo się zaprzyjaźniłem. Mama Andrzeja, pani Jadzia, traktowała (i traktuje) mnie jak syna. Andrzej od dziecka pasjonował się fotografią i wiele zdjęć na mojej stronie pochodzi z jego zbiorów.
Koniec placu był taki jak w książce Molnara "Chłopcy z placu broni". Na jego miejscu zbudowano wielką kamienicę.
|
|